niedziela, 6 lipca 2014

Lipne lato



A na polu jest duszno,
a na polu jest parno,
jakiś kot się przybłąkał
i rozmawia z latarnią.

Pewien pies sterczy w oknie
i na panią swą czeka,
ale ona niewdzięczna,
zapomniała lub zwleka.

I pamięta sprzed laty,
lipy w Gdańsku-Oliwie,
co zapachem nęciły,
czemu ja się nie dziwię.

Wszystko było tak proste,
lato, lipy, ten pan
i odeszło w nieznane,
ktoś nakreślił zły plan.

Urlop



Chodziłam rankiem po plaży,
szukałam śladów twej stopy,
wierzyłam cud się wydarzy,
znów będę ja i mój chłopiec.

Myślałam z falą przypłyniesz,
w postaci małej muszelki,
/prawdziwa miłość nie mija/,
-niestety, na nic trud wszelki.

Jeszcze liczyłam na mewy,
krążyły w kółko o świcie
i zachwycały swym śpiewem,
one by mogły cię widzieć.

Tak minął urlop, bez echa,
zmęczenie doszło zenitu,
postanowiłam wyjechać,
pora by pozbyć się mitów.

p.s.
Dla wyjaśnienia słów kilka,
gość już od dawna nie żyje,
z każdym kolejnym urlopem,
jak mantrę powtarzam imię.