niedziela, 6 marca 2011

Powrót do młodości




Znałam dzionek,  który nie miał końca,
żaden wieczór, nie napawał lękiem,

miałam jedne sandałki od  święta,
 kretonową , czerwoną sukienkę.

Jadłam chleb pachnący, z twardą skórką,
 piłam mleko, tak po prostu z dzbanka,
znałam  przejścia  tajemne   w ogrodzie,
dotąd wiem,  jak  pachnie  macierzanka.

Zapominam pomału te miejsca,
i osoby jakże  sercu bliskie,
 mogę  jeszcze  moje dzieci uczyć,
jak wygrywać melodie na listkach.

 Drzewa znane obcy w pień wycięli,
 ktoś postawił wielkie, nowe domy,
mnie zamienił bezkarnie w kobietę,
pomysł to był nadzwyczaj szalony.

 Czyż nie mogłam zostać dalej dzieckiem,
nie poznawać złych stron tego   świata,
jakby komuś  na tym zależało,
i chciał szybko  mnie oduczyć latać.

Nie,  nie chciałam być wcale dorosłą,
dobrze było mi w wieku dziecięcym,
takie jednak są odwieczne   prawa,
chcesz niewiele , a dają ci więcej.

I pointy żadnej tu nie będzie,
chociaż może komuś się nasunie,
najszczęśliwsze są czasy dziecięce,
wtedy jednak nikt tego nie czuje.                                    .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz